11
Aug
Znalezione gdzieś w sieci. Jak pięknie odzwierciedla rzeczywistość:
Tata odprowadza córkę do przedszkola. Idąc mijają 2 “bzykające się” psy.
Córka pyta:
- Tato? Co te pieski robią?
Ojciec nie wie, co odpowiedzieć dziecku, więc wymyśla na poczekaniu
- Bo wiesz, ten piesek na górze zwichnął sobie łapkę i ten drugi pomaga mu dojść do domku.
- Wiesz tato? To zupełnie jak w życiu! Ty komuś pomagasz a ten ktoś pierdoli cię prosto w dupę!
6
Aug
Trochę śmieci z mojej chorej mózgownicy – a właściwie tego implantu, który ma zastąpić mózg ;]
Czymże jest księżyc, czymże jest Słońce przy Twym cudnym licu, o Pani? Pierwsze zaledwie bladością nocy a drugie nieśmiałym promykiem próbującym rozweselić Ziemię. Wszystkie gwiazdy bledną i skrywają się gdy na horyzoncie pojawia się Twa cudna postać. Wszystkie mroki Dnia i Nocy, wszystkie troski i zmartwienia Duszy znikają jak złe sny. W sercu gości radość, twarz przywdziewa uśmiech a Dusza tańczy. Pani, Gwiazdo Najjaśniejsza, Nimfo Najcudniejsza bądź radością tego i mego świata. Nie pozwól aby mą marną duszę skryły mroki najciemniejsze. Pozwól mi o Pani cieszyć się Twą obecnością, ukój mą zbolałą Duszę – po prostu bądź i lśnij. Oto proszę ja – Twój poddany sługa…
Wstaje nowy dzień
Wstaje i ja – marny cień
W mej duszy smutek i ból
Niebo roni za mnie łzy
Znów bogowie zakpili
Znów się mym kosztem bawili
Kiedy to się skończy? – pytam sam siebie
Odpowiedź zanika w szaleńczym śmiechu duszy.
Zwariowałem? Nie! To się nazwa życie – kata nad katami
A może ułatwić mu pracę?
Nie! Niech siępomęczy
Kpię sobie z niego póki ostatniego tchnienia dusza ma nie wyda
Niech jak ja powoli zdycha…
Ciemność delikatnie zasłania mi oczy aksamitną przepaską, Cisza zatyka usta delikatnym ale stanowczym pocałunkiem. Na całym ciele czuję pieszczące mnie chłodne dłonie Samotności. Jej dotyk jest przyjemny i delikatny jednak powoduje ból, tęsknotę. Język i usta Ciszy nie pozwalają mi krzyczeć, nie mogę się wyrwać z objęć ciemności, nie potrafię poruszać się po omacku. Cóż mi pozostaje? Oddaję się w ich ręce. Usta Samotności są takie chłodne… Odpływam w ekstazie połączonej z agonią… Tęsknota dołącza do tej gry… W ciemności zaczynają mi jawić się różne kształty – czyżby to były marzenia? A może lęki? Nie dowiem się dopóki bliżej nie podpłyną… Otacza mnie Chłód, Mrok i Pustka – kolejni kaci… Oddaję się w ich ręce i już o niczym nie myślę. Mrok zaczyna być wybawicielem… Daj mi wytchnienie…
6
Aug
Miało być o czarownicach i czarach. No więc tak jak obiecałem:
1450-1750 r. Okres polowania na czarownice. Straszliwymi torturami zamęczono setki tysięcy kobiet posądzanych o czary.
- Dzieci można było również oskarżać o czary: dziewczynki po ukończeniu 9,5 lat, chłopców po ukończeniu 10 lat. Młodsze dzieci torturowano w celu uzyskania zeznań obciążających rodziców. W procesach o czary brane były pod uwagę “zeznania” dwulatków
-Tortury obejmowały : łamanie kołem, wieszanie za ręce, biczowanie, przypiekanie, gotowanie w oleju, wbijanie kolców w oczy,
wyrywanie obcęgami piersi i narządów płciowych.1484 r. Papież Innocenty VIII oficjalnie nakazał palenie na stosach kotów domowych razem z czarownicami. Zwyczaj ten był praktykowany przez trwający setki lat okres polowań na czarownice.
- Wiara, ze zwierzęta są pośrednikami diabla, doprowadziła do załamania się naturalnej kontroli liczebności populacji gryzoni. Celem ataku gorliwych chrześcijan najczęściej były koty, wilki, węzę, lisy, i białe koguty. Ponieważ wiele z tych zwierząt polowało na roznoszące choroby gryzonie, ich eliminacja wzmogła wybuchy epidemii.
I szkoda że im nie wyszło. A od siebie dodam tylko jedno: Maanam…
I znowu mnie tu nie było całe wieki mimo, że obiecałem dalszą część. Jak to powiadają – takie życie. Dlaczego mnie nie było? Po prostu tak jakoś wyszło, tu się zabalowało, tam się zabalowało, a to się zagadał człowiek z kimś na gg, a to po prostu nie miał siły czy weny. Ale nie czepiajmy się szczegółów mało istotnych. Pozwólcie, że w kilku zdaniach skończę o “kombeku”
Na czym to skończyłem ostatnio? Ach tak o czasie radości i innych historiach ![]()
Jak już wspomniałem było to początkiem sierpnia. Vidharr zaczął spotykać się z ludźmi, z jednymi częściej z innymi rzadziej, ale cieszył się biegnącą chwilą i może czasami miał nawet nadzieję na coś więcej. No ale jak wiadomo nadzieja matką głupich i naiwnych (czyli m.in. moją). Także na nadziejach się skończyło. Co się człowiek będzie łamał. Jak mówi stare ludowe przysłowie (które już raz przytoczyłem):
- Miej wyjebane a będzie Ci dane
Szczerze powiedziawszy to trochę mi z pamięci wyleciało, dni się troszkę zatarły i zlały w jeden, ale to głównie z braku snu i jakimś dziwnym ciągłym zmęczeniem. Takie już uroki życia i nie narzekam na to, wręcz przeciwnie, odpowiada mi taki stan rzeczy bo sen to zło
Po sierpniu jak to zwykle w kalendarzu bywa nastąpiły kolejne miesiące. Miesiące warte zapamiętania, miesiące zdobywania i bycia zdobywanym. Wiele cudownych chwil, które niestety szybko się kończyły ;( Życie jest do rzyci… Piękne chwile trwają krócej niż jedno uderzenie skrzydeł kolibra, a te o których wolelibyśmy zapomnieć ciągną się w nieskończoność.
Jeżeli do tego wpisu dotrze zainteresowana osoba to należy się małe wyjaśnienie – i najlepiej zrobi to Rammstein:
Ohne dich zähl ich die Stunden – ohne dich
Mit dir stehen die Sekunden – lohne nicht, ohne dich
Na zakończenie jeszcze słów kilka. Piękne chwile trzeba zachować w sercu, te mniej przyjemne można próbować wymazać – choć nie zawsze się da – ale lepiej wrzucić je gdzieś w kąt umysłu niech “gniją” w mrokach i od czasu do czasu przypominają o sobie i o życiu.
Jestem dzieckiem, żyję marzeniami i niech tak pozostanie – wolę to niż szarą i bezsensowną egzystencję. W głębokim poważaniu mam to czy ktoś się z tego śmieje czy nie, jak komuś nie odpowiada moje towarzystwo i sposób bycia to ja go przecież na siłę do siebie nie przywiązuję.
Następny wpis będzie o czarach, czarownicach, gusłach, trudnych wyborach i tym podobnych. A podobno “śnięta inkwizycja” wyłapała wszystkie… No cóż, zmartwię was ludziska (albo pocieszę to zależy do punktu widzenia;)) czarownice żyją do dziś i kamuflują się bardzo dobrze – gorzej jak rzucą urok, ale o tym w następnej części przygód… Do zobaczenia w niedługim czasie
1
Dec
Tak więc po dłuższej przerwie Vidharr powraca. Przez tych kilkanaście tygodni nieaktywności jakoś nie było czasu, weny i sil żeby cokolwiek spłodzić. Takie życie i takie koleje losu. Bądź co bądź jestem znów. Czas na małą retrospekcję.
Tak więc minęło trochę czasu, były wakacje, skończyły się wakacje, była sesja poprawkowa – zaliczona, zaczął się kolejny semestr, życie jak każde inne. Ale zacznijmy od początku.
Po dniu 07.07.2008 nastał czas refleksji – refleksji nad sobą, światem i życiem. Aż się rzygać chce no ale w pewnych okolicznościach było to “normalnością”. Człowiek tak siedział, myślał – albo udawał że myśli, co na jedno wychodzi – odciął się od świata i ludzi i było mu dobrze. W dzień praca a jeżeli pogoda nie pozwalała to dobra książka, wieczorkiem cudowna gorąca kąpiel i książka lub jakiś film ewentualnie w coś się pograło. I tak mijał dzień za dniem, błogi spokój, niczym nie zmącona cisza – podczas gdy ciało się męczyło dusza wypoczywała.
Aż tu któregoś pięknego dnia do drzwi zapukały dwa osobniki i zaczęły coś ględzić, marudzić i za wszelką cenę usiłowały mnie wyciągnąć gdzieś do ludzi. Dałem się przekonać i wyskoczyliśmy razem do przytulnej, nota bene już nieistniejącej, knajpy. No i tak minął dzień.
Zapytacie cóż Vidharr mógł robić w knajpie – a to co zwykle. Obserwował, siedział cicho i niewiele się odzywał popijając sok bananowy za 2.50pln. W pewnym momencie dwa osobniki, które mnie wyciągnęły do knajpy poszły pić dalej a ja sobie zostałem. Doszedłem do cudownego wniosku że skoro ja mam lepszy dzień to można “zarydzykować” i posiedzieć jeszcze chwilę. Pod koniec “dnia” wyszło tak, że umówiliśmy się wszyscy na jam session na najbliższą sobotę.
No i przyszła sobota i “wielka impreza”. Zaczęło się w knajpie a skończyło się w ogródku… Ale było całkiem przyjemnie. Na imprezie jak to na imprezie człek poznał kilka nowych twarzy, z kilkoma odnowił znajomość, która – jakoś tak wyszło – w pewnym momencie ograniczyła się do cześć na ulicy. Po jam session Vidharr doszedł do wniosku, że skoro już i tak leży na łopatkach i tonie w mule to nic gorszego być nie może więc zmienił tryb życia. Od tej pory dzień wyglądał tak: praca do późna – knajpa do oporu – 4godziny snu i znów. A w weekendy bywało jeszcze “lepiej”
Początkiem sierpnia nastał czas “radości”. Ale to już inna historia, którą przeczytacie już niebawem. A teraz życzę wszystkim czarno-białych koszmarów czas dać odpocząć oczom.
Ludzie to są jednak wredne, niegodne zaufania i powierzenia im jakiejkolwiek tajemnicy szuje. Mówię to z pełną świadomością i biorę całkowitą odpowiedzialność za swoje słowa. Ludzie to najgorsze potwory jakie chodzą po tym padole. Nic dziwnego, że mówi się, że ziemia jest piekłem innego świata. Takich niegodziwości, zapatrzenia w siebie, dbania tylko w własną dupę i własne przyjemności nie znajdziesz nigdzie indziej. Jesteś masochistą? Ból sprawia Ci przyjemność? To nawiąż kilka „przyjaźni”. Porozmawiaj z „przyjaciółmi” a potem cierp… Jeżeli szanujesz siebie, nie chcesz cierpieć i być wykiwanym to trzymaj gębę na kłódkę i radź sobie sam. Opowiedz komuś co Cię trapi, dodaj klauzulę tajności, a pięć minut później wszyscy będą o tym wiedzieć. Świat jest popierdolony i gówno wart… Tylko przez czyjeś „widzimisię”, kogoś o chorym poczuciu humoru, musimy się męczyć i zdychać w agonii. Trzymaj gębę na kłódkę to najlepiej na tym wyjdziesz. Zaszyj się głęboko w sobie, w swoim świecie, w najciemniejszych zakamarkach umysłu a nikt Cię nie skrzywdzi, nikt Cię nie wykorzysta. Na szczęście spotkałem w swoim marnym życiu kilka osób, z którymi można spokojnie porozmawiać o wszystkim. Jak im powiesz: „nie mów nikomu” to nie powiedzą. Nawet bez tego trzymają język za zębami – to się nazywa szacunek dla innych – i chwała im za to. Od tych 3 może 4 osób nigdy nie usłyszałem tekstów w stylu: powiedziałem(am) temu i temu bo się martwię/bo on(a) się martwi. Wszystko to o kant dupy rozbić i nie będzie czego żałować. Takie „przyjaźnie” to dobry motyw do kiepskiego filmu klasy B „mejd in czajna”. Ludzie to najgorsze męty chodzące po tym padole. Nic nie warci, zepsuci do szpiku kości egoiści. Patrzą tylko na czubek własnego nosa, jak sobie dogodzić i jak uprzykrzyć, i tak denne, życie innym. Gdyby nie tych kilka osób już dawno zwątpiłbym w sens istnienia… Obłuda, zakłamanie, egoizm i pieniądz – to jedyne prawa rządzące tym chorym światem. „Najpiękniejsze” bajki słyszysz w momencie gdy ludzie, którzy potraktowali Cię jak szmatę i zepsutą zabawkę, którzy wykorzystali Twoje zaufanie, zszargali Twoje, tak zwane, dobre imię jakiś czas później twierdzą, że Cię szanują. Największa porażka, przyprawiająca o mdłości, sprawiająca, że masz ochotę się pochlastać… Spotkałem wiele osób w swoim krótkim życiu, ale tylko kilka można nazwać ludźmi, reszta jest niegodna tego miana… Sam święty nie jestem, ale innych szanuję i to samo chciałbym otrzymać w zamian. Niby niewiele jednak dla 99% osobników określanych mianem ludzi jest to niewyobrażalnie dużo… Czas rozważyć powrót do miejsc gdzie dobrzy ludzie są na wyciągnięcie ręki, miejsc od których nie dzielą mnie długie godziny podróży po całym kraju… Jednak najpierw pierdolone studia, którymi i tak już rzygam. Czy warto było, w imię jakieś wyższej idei, zostawiać jedyne miejsce na świecie gdzie można się odnaleźć? Co człowiek z tego wyniósł? Przekonanie, że nie warto sobie zawracać głowy innymi. Jeżeli masz miękkie serce to musisz mieć twardą dupę bo inaczej zginiesz. Świat na którym przyszło mi żyć wcale nie jest taki piękny i kolorowy jak opowiadali. O kolory trzeba walczyć jednak najmniejsza próba wybicia się i walki kończy się porażką. Każde najdrobniejsze wychylenie się od, tak zwanej, normy kończy się zgnojeniem i bólem porażki…
Składam najserdeczniejsze podziękowania dla: Tygryska i Macieja oraz M@3x’a,. W wielu trudnych chwilach tylko na nich mogłem liczyć, poświęcili mi wiele swojego cennego czasu, który mogli wykorzystać dla własnych przyjemności. Ludzie o wielkich sercach, dla których istnieje coś więcej niż czubek własnego nosa… Ludzie których warto naśladować, lecz kto dziś zrezygnuje z własnej wygody i z własnych przyjemności na rzecz innych?? Tylko tacy narwańcy… Jednak jest nas za mało abyśmy mogli zmienić świat (jak to górnolotnie zabrzmiało, wręcz śmiesznie, z dziecinną naiwnością i wiarą w lepsze jutro).
Na tym zakończę dzisiejsze spostrzeżenia i refleksje. Większość Was drodzy czytelnicy pomyśli sobie, że czyta wypociny kolejnego dziecka neostrady, dla którego rodzice podpisali umowę z TP w nagrodę za bardzo dobrą średnią 3.0 na zakończenie 1 klasy gimnazjum, kolejnego przedstawiciela „wielkiej rodziny EMO”. Niestety muszę Was rozczarować. Do Emo się nie zaliczam, dzieckiem neo też nie jestem. Czasami w życiu każdego pojawiają się chwile zwątpienia, załamania, etc. Z każdą porażką, która mnie nie zabiła jestem silniejszy. Cynizm rządzący tym światem z jednej strony jest okrutny z drugiej piękny gdyż daje możliwość ucieczki i zapomnienia…
7
Jul
We’re all living in times of dungeons and dragons, times of cold steel and brutal force. Times where only strong, brutal and selfish can survive. Doesn’t matter what do you believe in, doesn’t matter what do you imagine, doesn’t matter what are you dreamin’ about, doesn’t matter you’re able to love. Just fuckin’ fight or die! This world is sick, and that illness is called selfish and hypocrisy… There’s no point in fighting for somebody else, there’s no point in sacrifice… If you show that you can care about somebody else you’ll be used, you’ll be abused… There’s no time to cry… Weak won’t survive… Cold steel is nothing more then cold hearts, dragons (despite that the most of them are beautiful creatures) are awful, worthless and selfish people, dungeons – feelings which are killin’ us, feeling of blame, feeling that you screw something up despite it’s not your fault… Dungeon’s place where you’re gonna get if you show mercy or that you can love… Just go ahead, don’t look back, acquire, fight, kill, destroy everyone who stand on your way to being pleased. Smash you enemies like a lizards or dwarf or elf. Stare at themselves, fuckin’, worthless, heartless human beings… Every time I’m meetin’ one of them on my way I’m sick. My fist getting’ tough like a stone, my nails morph into long, keen claws. Eyes gettin’ bloodshot. The only feeling is bloodlust. I’d like to kill that filthy beast, but… Something inside of me stops me… Have no idea why… It’s pissing me of, I feel so powerless… In moments like this I hate myself… I always help humans despite I hate them, they’ve got no honor and feelings. Gods why are allowin’ for this… I know yours plans but you cannot defeat me in this way. What’s not gonna kill me, it’s make me stronger. Each yours attempts are not changin’ anything. At least now… But I’m afraid that someday my the worst nightmare comes true and I turn into one of them… I know that you’re laughin’ when creatures like my cry and suffer but I don’t funckin’ care. I just thanksgiving that there’s more creatures like me. I’m not the only one. But we’re the minority… We’re doomed. We’re all gonna die but we die with honor and faithful ours beliefs. Just few of us cannot change this world…
I have no idea why I’ve left place where I had real, reliable, honest and great mates. I left them in the name of some, fuckin’, beautiful idea. I’ve left them and only one thing I’ve won is another disappointment, another defeat… If I could get my wasted days back… Unfortunately the best mages cannot help me, what a fuckin’ shame. But I know that I have to stand up and fight… Or maybe it’s time to give up? Maybe I should put down my sword and armor and wait for another beast in humans body… I suppose that I’ll never know that, but I’m gonna fight, for those few guys I know and love, for those who never disappoint me…
30
Jun
Wpis ten dedykuję Tygryskowi – człowiek o wielkim sercu, wspaniałej duszy, zawsze uśmiechnięty i gotowy nieść pomoc. Oby więcej takich ludzi bo inaczej nie ma sensu wegetacja wśród mroków tego padołu…
Życie jest pełne niespodzianek. A Vidharr jest kiepskim maklerem. Dwie, a właściwie trzy, inwestycje i wszystkie to klapy…. Jak to ktoś kiedyś powiedział:
Życie jest jak partia szachów – raz posuwasz królową a raz bijesz konia…
Ale co tu dużo mówić. Budzisz się, któregoś pięknego dnia i dowiadujesz się, że Twój świat zaraz legnie w gruzach… Człowiek spodziewa się wtedy najgorszego, kataklizmów, płaczu, zgrzytania zębami, ale tak jest tylko za pierwszym razem… Nie ma co panikować, trzeba powstać jak Fenix z popiołów. Świat nie wierzy łzom bo za dużo na tym świecie łez… Jak masz miękkie serce to musisz mieć twardą dupę bo inaczej zginiesz, zostaniesz wykorzystany i zamęczysz się psychicznie. Dziś nie warto mieć dobrego serca a przynajmniej nie dla każdego, uważnie dobieraj przyjaciół i najbliższe Ci osoby. Prawda jest brutalna, ale dopóki nie zmieni się podejście większości to tak będzie. Za dużo ludzi patrzy tylko i wyłącznie na czubek własnego nosa i dba o przyjemności a jednostki które chcą coś zmienić, pokazać inne podejście są z marszu wybijane i gnębione…
Życie maklera jest ciężkie. Trudno teraz o dobrą inwestycję, wszystko upada…
Wnioski z dnia dzisiejszego:
- Miej wyjebane a będzie Ci dane.
- Nie przejmuj się wszystkim i wszystkimi bo i tak im nie dogodzisz, zawsze coś komuś się nie spodoba.
- Szanuj siebie i nie “wypluwaj” serca, duszy, życia dla innych – rób to z rozsądkiem i umiarem.
Nie mam weny twórczej, wyszła z domu nie wróciła dlatego ta notka tak się nie klei…
Ale żeby nie było, są na tym padole osoby, którym dużo zawdzięczam i z którym zawszę mogę porozmawiać, które mnie wysłuchają, podadzą pomocną dłoń, pomogą radą i dobrym słowem, zupełnie bezinteresownie…. Gorące pozdrowienia, szacunek i uściski dla Tygryska. Gdyby nie on i te dłuuugie noce podczas, których go męczyłem teraz byłbym jeszcze większą ruiną i wrakiem…
Ze specjalną dedykacją dla….
You stole my pure intention
You are the sickness in between
Let me in, I’ll bury the pain
You taught me to be sad as you
You almost made me take it all
Let me in, I’ll bury the pain
You bend me and you shake me
You beg me then you break me
Let me in, I’ll bury the pain
You made me feel like a sinner
You fear you’ll die alone
Let me in, I’ll bury the pain
The sickness that you are
The plague that made me starve
You think you can show me how I’ve come this far
The sickness that you are
The plague that made me starve
You think you can show me how I’ve come this far
I feel it’s taking over
Everything falls dark
Break me open
The desperate cry
The sickness that you are
The plague that made me starve
You think you can show me how I’ve come this far
The sickness that you are
The plague that made me starve
You think you can show me how I’ve come this far*
…wszystkich którzy myślą o sobie, że są nie wiadomo kim, że im się wszystko należy. Wszystkich dla których własna dupa jest najważniejsza….
*In Flames – Metaphor
Widar (Vidar) – jeden z bogów nordyckich, syn Odyna i gigantki Grid. Nazywany “Milczącym” jako, że zabierał głos tylko wtedy gdy musiał. Bardzo często nieobecny w swoim domu – Widi. Bóg ciszy i zemsty. Przeznaczeniem Widara było pomszczenie swego ojca po katastrofie bogów, w Ragnarok. Wilk Fenrir miał wówczas pokonać Odyna w zażartej walce, a potem go połknąć. Widar miał wystąpić przeciw niemu i przydepnąć jedną nogą dolną szczękę potwora, a rękami rozewrzeć jego paszczę tak, aby rozedrzeć na kawałki gardło zwierzęcia. Prawdopodobnie imię Widara ma pewien związek z rozdzieraniem na pół zła. Po Ragnaroku będzie jednym z rządzących bogów.*
Etymologia słowa vidharr
Otóż vidharr lub też vidarr pochodzi ze staroislandzkiego vidr – skog i arr – kriger czyli Kriger Fra Skogene co po przetłumaczeniu na polski znaczy mniej więcej Wojownik z Lasu lub Leśny Wojownik.
Zastanawiasz się zapewne, Drogi czytelniku, dlaczego Vidharr. Otóż odpowiedź jest prosta. Z natury jestem osobą małomówną, odzywam się jak muszę… Potrafię być miły i uprzejmy ale potrafię też zamienić się w kawał skur****. Cynizm nie jest mi obcy, najlepsza broń na tym upadłym świecie, w którym nawet bogowie są nieszanowani…
Witaj w krainie, mroku, bólu, cierpienia i zemsty, w mojej krainie. Czas rozpocząć mroczną podróż…
*źródło: wikipedia & mitologia germańska i skandynawska
